SALA DIAMENTOWA
Specjalnie na ten wyniosły i jedyny dzień w życiu posiadamy piękną, stylową i dużą salę weselną mieszczącą do 140 osób. Sala jest w pełni klimatyzowana. Mamy również możliwość parkowania autokarów.
Nasz szef kuchni zadba o to, żeby każda młoda para znalazła dania i specjały, które zaspokoją każde podniebienie.
Jesteśmy przekonani, iż wybierając nasz lokal, Państwo jak i Państwa goście spędzą u nas niezapomniany czas w milej i przyjaznej atmosferze.
”… niech słowo kocham
jeszcze raz z ust Twych usłyszę,
niech je w sercu wyryję
i w myśli zapiszę…”
Adam Mickiewicz
…w nawiązaniu do staropolszczyzny,
wesele było jednym z najważniejszych wydarzeń w rodzinie, obchodzono je hucznie i z przepychem, zarówno wśród magnatów, szlachty jak i bogatego mieszczaństwa.
„Zastaw się, a postaw się” – mawiali ojcowie panien na wydaniu, zastawiając majątki, by tradycji mogło się stać zadość.
Ta nieprzyzwoita wystawność, którą traktowano jak obowiązek, prowadziła często do bankructw, w niektórych miastach władze wprowadzały ograniczenia liczby gości, stołów i potraw na weselnych przyjęciach.
Gdy rodzina panny młodej lub pana młodego nie mogła sobie pozwolić na zorganizowanie kosztownego wesela, organizowano porwania. Oficjalnie nie wyrażano zgody na ślub, po czym dochodziło do uprowadzenia i potajemnego skromnego ślubu.
Rapty, czyli porwania bywały czasem jedynym sposobem na ratunek przez bankructwem i staropanieństwem.
Powiedzenie „stanąć na ślubnym kobiercu” pochodzi od zwyczaju rozwieszania tkanych dywaników na drzwiach domu, w którym mieszkała panna na wydaniu. Czasem, by zakomunikować potencjalnym konkurentom, że mogą uderzać w konkury, wieszano na tyczce wianek z kwiatów.
Zaręczyny, pochodzą od staropolskich zrękowin lub rękowania, czyli symbolicznego podania sobie rąk przez narzeczonych, na znak, że oboje zgadzają się wstąpić w związek małżeński.
Narzeczeni wymieniali się wieńcami z ruty podczas hucznej zabawy, kończącej etap zalotów i negocjacji z rodziną przyszłej panny młodej, prowadzonych przez pośredników, zwanych dziewosłębami, swatami, rajkami lub zrzecami.
Polska szlachta bawiła się z ogromnym zamiłowaniem, nie trwoniąc czasu i nie żałując pieniędzy. Wesela bywały doskonała okazją do wymyślnych szaleństw.
Dla rozrywki gości organizowano pokazy sztucznych ogni, występy cyrkowców, magików, pieśniarzy, muzyków. Furorę robiły występy tresowanych zwierząt, szczególnie niedźwiedzi oraz osób upośledzonych umysłowo. Zimą urządzano kuligi z pochodniami, a latem polowania.
Stałym elementem staropolskiego wesela były też zawody i konkurencje. Weselni goście mieli wiele okazji, by popisać się umiejętnością trafnego strzelania, jazdy konnej, lotnego umysłu, a czasem nawet tłuczenia włoskich orzechów przy pomocy własnego czoła...
Pod koniec weselnego przyjęcia orszak gości odprowadzał pannę młodą do sypialni jej męża, gdzie spędzali swoją pierwszą wspólną noc. Zanim do tego dochodziło, pan młody miał obowiązek poczęstowania gości weselnych słodyczami, skąd wzięła się inna nazwa dla tego obrzędu - cukrowa wieczerza.
W ciągu kolejnych kilku dni, a czasem tygodni następowała uroczysta przeprowadzka do domu męża. Trwało to czasami w nieskończoność i oczywiście bywało kolejną okazją do świętowania, czyli poprawin…
